Szukaj na tym blogu

sobota, 17 marca 2012

Rajd/ BLUUUUUNTS!

Ey na rajdzie było smętnie ...Krótki rajd trwający zaledwie 2 h...przygotowałam się na wysiłek...a tu taka lipa. Z arkońskiego poleźliśmy na lody do kasprowicza...spox było. Of course poszłam później olce potruć. Miałam j jednego Blunta. Mama siedziała dziś sama z Mają.Myślałam co by go zjarać w toalecie..ale pewnie by poczuła..aż tak nie balansuje. Hah..Lecę więc do piwnicy pod pretekstem wzięcia ogórków. Za mną olka. Lubie zimne...piwnice..wbijamy więc. zamykam za nami...czuję się wręcz nielegalnie. Ale ja lubie nielegal.Energia mnie rozpiera...Fok oczywiście nam towarzyszy..bo ona jest zawsze towarzyszem naszego nielegalu. Ściągam sanki z górnej półki. stawiam je na podłodzę..siaadam. Olka siedzi na pieńku do rąbania drewna. Wyciągam zapalniczkę. Czarna,marki Bic z kamykiem do zapalania.Lubię się nią bawić. kojarzy mi się tylko z jaraniem Bluntów. Hah. Chwytam zrolowany brzeg bibułki uformowany w ustnik. Czuć już marychanę biorąc oddech. Uśmiecham się do Olki i podpalam..Eeey ona też czuję ten nielegal bo odwzajemnia uśmiech. Biorę wdech..głeboko w płuca. THC to mój shit right now.Pierwszy wdech jest najgorszy...przetrzymuję g raptem 3 sekundy,..prawie całość poszła w płuca ,bo prawię się zachłysnełam..reszta leci przez nos. Szczypią mnie oczy,czuję jak pęcherzyki płucne są rozkurwiane przez dym.Biola zryła mi mózg,wyobrażam se tą dyfuzję.Czuję słabość po 3 wdechu z serii tych Mocnych,rozpierdalającyh płuca.Olka też skusza się na bucha..jednak bierze jednego i pasuje. Znów się uśmiecham,biorę kolejną serię i czuję jak ledwo siedzę. Olka bierze 2 kolejne i już dziękuje.Ja dokańczam..czując jakbym miała zajebać glebe w tył..końcówkę odgaszam..DOBRZE(!) odgaszony blunt,a raczej jego reszta ląduje wśród węgla i drobnego rozpałkwego drewna:
-posiedżmy chwilę.-dusi mnie w gardle przez chwilę mam wrażanie przenikania się wrażeń zmysłowych..zółte światło zakurznej żarówki wydaję się być słodkie.
-oj dawaj..przejdzmy się
- sieeedz jebne chyba,,nie wstanę.- chill wydaję się być silny. Olka nie ustępuję więc wstaję..uchylam  okienko b trochę nadymiłam..zamykam i wychodzimy. Przynoszę ogórki..mama wciska mi maję na ręce...myślałam,że będzie przypał...byłyśmy w odległości jakichś 5 cm...wstrzymuje oddech z uśmiechem ..unoszę brew czekając aż mnie powącha czy coś..Bez wtopy.Po chwili wraca a ja wymykam się z psem do"Olki". Idziemy do Gałczyńskiego,który już nie budzi we mnie smutku..wkurwienia..czy nawet chęci omijania go szerokim łukiem. Budzi we mnie obojętność nabytą wraz z czasem.Siedzimy chwilę zamulając na ławce z dala od placu zabaw...Olce jest zimno..ma ochotę się pobujać..zbliża się już 18,od kiedy krążymy tak bez celu.W końcu idziemy na huśtawki,bo olka miała ochotę...Obok huśtawek stoi granatowe auto..małe...z pomarańczowym kogutem na dachu. Ponadto wymieniane jest ogrodzenia. płotki są"świeżo" betonowane...chociaż beton zdążył już stwardnieć..Ogarnia mnie beztroska...wieszam psa na jednym z pachołków..na co z uchylonych drzwi auta wychyla się stary dziad coś pierdoląc..usłyszałam tylko coś ,że fokę mam zabrać,strzelam swój look z serii "Saaaaay whaaaah?" i mniej więcej tak też pytająco odpowiadam sycząc przez zęby:
-że co?
- Powieś se tego psa na nodze!BO świeżo betnowane jest!
- Zamknij kurwa ryj. Czekam na dalszy przebieg akcji...mhym,..zawiodłam się..facet zamyka drzwi
:- Kurwa ja mu na nodzę powiesze. Odpinam fokysza dalej ciągnąc:
-Kamień kurwa i wrzuce go do wody ..albo nie kurwa połamie na miejscu-nie wiem skąd u mnie agresją,obseruję typa.Obok niego siedzi jakiś drugi
- Pa kurwa jakiś jeszcze jeden leszcz.Olka ogarnia huśtając się:
-chuj mu w dupę
- Skopałabym go kurwa..ale chuj wie co za many tam siedzi
-zchillluj..jakimś frajerem się przejmujesz
- Taki cwany kurwa..a niech tylko z auta wysiądzie. Zawijamy po 10 minutach,bo olce wciąż zimno. Mam ochotę wystawić Fucka ale się hamuję. Po 18 jestem w domu. Potem zaliczam z Anitą biedronke. Nakurwiam chińszczyznę(spóźniony obiad) dla siebie,matki i babci. Brat polazł na grilla. Zjadam ,bojąc się,że nie zdąże na spacer z foką ,bo umówiliśmy się z Anitą na 20:10 jednak wyrabiam się duuużo przed czasem,a czas poświęcam Maniurze,która jest słodka. Do cholery. Poza tym dziś spoko gadało mi się z matką. Pewno dlatego,że znów ćpałam..i polepszył mi się nastrój..podeszłam do tego z dystansem...Matka już podkirzona..pokłócona znów z nawalonym Wojtusiem..ale starałam się być miło...i It Worked out. Brechtałyśmy nawet..Chciałam iść do palladium bo masowe zapotrzebowanie na wodę..przekonując ją na co ona rzuciła:
-nieee...niee bo ja im za Leśnego dzbana wiszę.- rozbawiło mnie to nawet. Czułam się jakbyśmy znalazły nić porozumienia...obie na używkach..inaczej chyba nie potrafimy gadać..nie chciałam psuć tego "cudownego"...albo nie po prostu udanego dnia..więc o dragach ani słowa. Marudziłam coś babci co by mi towar od siebie z pracy przynosiła,bo pracuję w hotelu dla pielęgniarek na krzekowie..a tam jacyś Mani chowają po klatkach..marychuane..hasz i koke/lub amfe...Jakoś przekonana nie była..ale na odczep rzuciła:
-dobra dam ci znać. Matka uśmiechała się głupio. Reszte dnia/nocy spędziłyśmy oglądając na National Geo o ketaminie..środku używanym do znieczulenia w weterynarii,który jest dość silnym dragiem,dysocjantem..o efektach zbliżonych do Deksa(!)...Cóż więcej doodać używka klubowa,która ma szansę wyprzeć Extacsy,,lub już w sumie to zrobiła...mnieeejsza.Idę spać..zaraz..przeglądne jeszcze parę stron. i spać..jest pierwsza dwa

Fuck this/Ive failed

Ey Impreza imprezą...Ale zjebałam konkurs z Bio. ; o. 16/30. Byłam pewna,że poszło LEPIEJ. ale cóż mhym. Niewyspanie wzieło górę. Ale...?ale nie żałuję imprezy. Było fajnie..Spałam tylko 2 h...ale może opowiem od początku.Tak więc pojechałam tym 21:13. po jakichś 20 min jestem już na jasnej. Idę. Idę wjeżdzam w okolicę Struga dzwonie na domofon i wbijam. Pierwsze piętro,schody mijam bez przeszkód.Wchodzę do domu Pauuli. Gdzie impreza już trwa. Flaash, Zastanawiam się kto odpowiada za Efekty.Podoba mi się to,panuję półmrok,rozświetlany przez"dyskotekowe światła"-Które Tomek (ten co z kaśką jest) ogarnął.Ściągam płaszcz ogarniając osoby...Jest mi duszno. Uderzenie gorąca mi nie służy. Zwłaszcza po 4 kawach...które nie wiem czy nie mają związku z moim bólem głowy,...bo śladowymi ilościami krwi w nosie napewno. Uśmiecham się ogarniając wszystkich:...Maaagda(L..nie z majowego..)..emo kaśka...Nie znam...nie znam...Sugar...Tomek małolat...kaśka i tomek,...Sosnowski...Nie znam..Nie znam...Fałek...Paty...mhym..Maaareczek...Michał..Luukas..i jeszcze jakieś 2 osoby których nie znam. Walić to Whiskey się leje...czuję się jak w skinsach. Okupujemy Salon. Magda rzuca się na mnie prawie powalając mnie na Kanapę:
-ZGAAADNIJCIE KTO PRZYSZEDŁ!- śmieję się,krzycząc-zgaduję,że już jest wcięta. Też brechtam. Wstaję i idę po piwo do lodówki...Lechy...lechy...bosmany...O jest i desperados. W kuchni jasno. Byłam raptem 2 minuty w salonie..a już mnie razi...Damn. Tomek(ten młodszy odemnie) wymija mnie przy lodówce i też wyciąga piwo.Nie zwracam na niego uwagi..idę znów na heavy Party. Leci jakiś Dubstep..połączony z Heavy meatalem. Nie mój klimat. Siaadam na sofie i popijam piwo. Magda szaleję w okół...Wita mnie i Paula. Anyway to 19,a nie 18....ale mniejsza. Krzyczymy do siebie w odległości pół metra:
-FAJNIE,ŻE PRZYSZŁAŚ!
-CO?
-FAJNIE ZE PRZYSZLAŚ!
-CO?-śmieje się macha ręką w stylu mniejsza.Puszczają coś konkretniejszego z serii tych grubych nut co wkurwiają sąsiadów. Remix Simon says-pharoahe monh'a na podkręconych bassach. Balkon jest otwarty ,bo co chwilę większość leci na szluga.Puka starszy dziad...już chyba od dość dawna,bo kiedy w końcu solenizanta idzie do toalety i widzi dragąje drzwi otwierając widzi nieźle wpienionego dziadka,drze coś ryj. Dochodzę gdzieś tak po 3 minutach ogarniając gdzie jest Paula. Stare..okulary..wypłowiała szara koszula na krótki z kieszonkami i chuj wie czym Wąs z serii tych zżółkłych od palenia fajek..i łysina na głowie...Aż mnie cofa na myśl,że kiedy drze ten ryj może oddać trochę płynów ustrojowych NA NAS.Brr..Gestykuluje zbulwersowany pierdoląc coś czego nie mogę zrozumieć..pierdoli coś żeby ściszyć,.chyba..bo o co innego miałby się spinać?patrzymy na siebie z Paulą po czym ona nie zwracając uwagii na dziadzia pyta:
-rozumiesz coś?
-nie -śmiejemy się. Nagle podlatuje Magda rzuca w niego papierem toaletowym krzycząc:
-wypchaj się!. Paula zamyka szybko drzwi.Brechtam fchuj. Magda to zawsze krejzol..ale teraz przegieła...tak szybko jak się pojawiła znika...Znów w wir imprezy. Śmiejąc się wracam.Dopijam piwo. Lecę po drugie piwo. Małolat już nawalony...Nie zwracam na niego uwagi. znów otwieram piwo i siadam...bo leci jakaś smętna nuta. Dosiada się Magda i pijemy na spółe piwo. Zgrzana,bo lata w kółko zaczyna coś pieprzyć o tym dziadku. Żebyśmy mu odwalili jakiś numer. Śmieje się,ale nie odpowiadam,bo to by w sumie było głupie. Ale w sumie te głupie rzeczy najafjniej się wspomina. Biorę szklankę danielsa od Kaśki..podczas gdy małolat wali z butelki. Wszyscy patrząc na niego w stylu:kto tu go kurwa wpuścił...Idzie na balkon...chwiejnym krokiem...biorę łyk unosząc brwi,pewna,że zrobi coś debilnego. Wrzucam szyderczy uśmiech. Rzyg przez Balkon..Tomek(od kaśki) nie wytrzymuję razem z Mareczkiem biorą go za chabety i do widzenia,wyjebali go na wycieraczkę zamykając na zamek. Jestem pewna,że się dobijał..ale spasował. Brechtamy z tej szybkiej akcji, Paula nieogarnia o co kaman bo przynosiła szklanki do wódy. Ścisza na moment:
- Temu Panu już podziękujemy. Impreza trwa zbliża się 24. Dziad dał se chyba spokój. Wódki nie piłam..ze względu na Konkurs biologiczny,który na mnie ciąży. Magda pyta czemu nie pije wódy..po raz setny..i po raz setny jej odpowiadam:
- Bo mam konkurs!.
-Aha-odpowiada jakby rozumiejąc...ale chyba niedokońca..bo do końca wieczoru mnie pyta o to samo.Paula pokazuje nam mieszkanie,zamykając pokój starych.Na ścianie u sb ma "pochłaniacz" złej energi(?) ...dla mnie to wygląda jak zwykłe bezsensowne coś..a dokładniej kręgi nałożone na siebie..zaczynało się od czerwonego aż do niebieskiego w samym środku. Magda trzyma szklankę z wódką..ogarnia myśli...myśli...Patrzę na nią i ja ogarniam co siedzi jej w głowie...Przestaje na nią zwracać uwagę. Gadamy z Paulą o kolorze ścian,(ciepło różowe) mówi,że był to spontan bo kiedyś chciałabyć księżniczką. śmiejemy się..ale śmiech przerywa Magda:
- Kurwa ja już wiem co to jest!...Jeb...szklanka poleciała w pochłaniacz....Unoszę brwi:
-Magda...
- Nie nie ja posprzątam!- Kaleczy ręce,a Paula wciąz nie ogarnia co zrobiła. haha w końcu uśmiechając się odsuwa Magda mówiąc:
-jezu Magda..zostaw,..idz do salonu ja posprzątam
-Ale ja bym trafiła!
- Tak tak Magda..wiemy to wiemy to. Zabieram ją do salonu. Paula przynosi plastykowe kubki. Magda jest już ujebana..Balkon jest otwarty. Wpada na nagenialny pomysł"
- PATRZ! NAKURWIAM SALTO PRZEZ BALKON!
-odejbało ci?
ale nie,..ona chce i koniec..zamykamy okno balkonowe na co ona:
- szyba to nie problem...ja znam karate! chodziłam kiedyś! na serio. Obezwładniam ją na kanpe...trzymając.W Tym czasie emo kaśka traci siły..Wariowała..skakała i tańczyła..tym razem siada obok. Wyciąga foliową torebeczkę...White powder...mhym. Looka na mnie:
- Chcesz troche?padasz widzę...Uśmiecha się jakby zachęcająco
-nie dzięki
-wiesz wgl co to?. Usypuje już kreskę jakąs kartą.
- wieem..ale jakoś nie mam ochoty
-czemu?
(wnioskuję,że to koka,bo jest starzy są bogaci)
- mam jutro konkurs..nie chce mieć kokainowego zjazdu...ale dzięki za chęci.Trafiam
- to nie.
 Nie mam ochoty na to patrzeć...więc szukam wzrokowo Magdy...geeeez..Nie ma jej...Okno Balkonowe całe..Ulga..szukam u Pauli w pokoju,...Pudło...w Toalecie Pali się światło:
-Magda?
-csooo?
-co ty tam robisz?
-kąpiel..
-Co?!
- no kąpiel..
-pojebało cie?
-nie..no czemu?
-wpuść mnie.,.
-po co? też chcesz..?
- nie chce,...nie będziesz tu się kąpać
- będę!
- Magda..
-nie!
idę po Paulę uznając ,że to bez sensu. Rozmowa przebiega krótko..słysząc pytanie: Magda wyjdz,odpowiada nie : nie. Paula ma to gdzieś:
-dobra niech se weżmie te kąpiel,daj jej potem ręcznik. Zastosowuje więc Manipulacje:
-Ey Magda to wpuść mnie..dam ci ręcznik. Udaję się bo mnie wpuszcza....do wanny wrzuca wszystko..proszek do prania..wybielacz..mydło..płyn ...nawet papier toaletowy...Unoszę brwi...nie wiem co powiedzieć...sprawdzam ręką tempretarure wody..lodowata:
-Maaagda..dolej se ciepłej... Oj nie ona wie lepiej ona nie chce tak jest dobrze...Facepalm...obserwuję ją i czuje się jak z idiotką..siadam na brzegu patrząc na jej poczynania..buszuje Pauli w szafkach wrzucając kolejno...nawet domestosa dolała...w końcu wchodzi jedną nogą.próbuje ją powstrzymać..ale moje reakcje są opóżnione...Nogawka spodni..jest całkiem mokra. Wyskakuje z niej jak poparzona:
- Kurwa zimna!
- a nie mówiłam? chyba już nie chcsz się kąpać?
- nie...
Daję sobie spokój. wychodzę..mam nadzieję,że to posprząta.Idę trochę poszaleć..Kurwa w końcu to impreza. Magda lata z kuchni do łazienki..olewam to..aż widzę ją z puszką pomidorów...:
-Magda?! nie słychać mnie więc idę za nią....
-kurwa co ty robisz?łapie ją za ramie..zawartość wanny przypomina zupę...doslownie:
-Zupę!....otwiera puszkę i wrzuca zawartość...Reakcja Pauli mnie rozwala:
-aj tam zostaw ją i tak będe musiała sprzątać...Nie mogę po prostu nie mogę...jak z dzieciakiem. ciągne ją znów do imprezowni..ręce walą jej curry...Jeezu...zajeła się sobą.. Sugar to większy ćpun odemnie jara w dzień w dzień maryśkę(z tego co Paula mówiła)...ale nie wiem kto Miał trawę. Chuj korzystam z okazji...jaram jednego blunta...dusi jak cholera....Nie wiem czy to przez alko..ale...kurwa...Czuję się bezwładnie..Siedzę na kanapie..nie chce mi się ruszać..uśmiecham się...jak debil...wstałabym..ale jakby nie mogła../w sumie to nie chce..przyjemnie mi się nic nie robi.. Zbliża się już 3. Emo Kaśka ma jeszcze fazę..dzwoni do ojca żeby po nią przyjechał bo źle się czuję..i tak też robi...zwija się..a za nią Sugar,za nim Fałek Kaśka z Tomkiem..jednak wciąż jest tłoczno. i Magda pada..siedzę po lewej str kanapy..trochę bliżej oparcia niż środką..jakiś metr przestrzeni. Korzysta i Magda.wpierdala mi się głową na kolana..wiercąc niemiłosiernie...Nie mm siły jej nawet zepchnąc,nogi oparła o oparcie..śmiesznie musimy wyglądać:
-Maaagda...
-cso..?
-gnieciesz mnie do kurwy..
- i cso?
-niewygodnie mi..
-trudno..
-ey...
-niee
-zejdz
-niee
i Tak przez 15 min..wierci się..aż się przyzwyczaiłam i nogi mi ścierpły...Wstaję..ożywiona..nie mam siły jej postrzymać. Dopija wszystkie drinki,.,.lub wylewa je na dywan..lata w kółko i opierdala trzodę..mam ochotę zamknąć oczy. Zamykam ale nie mogę usnąć. Mhym. W końcu luuuzuje..i robi najlepsze podsumowanie wieczoru..Zznaczę,że Magda ma brązową ławę z kawałkiem szkła na środku...Magdzie to nie przeszkdza:
- Dawaj zakurwimy densa...! wciąż nie mam siły. bawi mnie to. Magda zaczyna tańczyć..schodzi nisko...przechylając się do tyłu..wiem,że zaliczy glebe. Już brechtam. I tak też się dzieje.,.przechyla się do tyłu. Pada na plecy wciąż w rozkroku a za nią ława..z której odpada nózka. Nie mogę z brechtu jak i większość która ją obserwowała...Jeezu..jestem pewan,że nie wstanie..Przemagam się i wstaję..Nie jest aż tak źle chociaż czuję się zjarana. Pomagam jej..a ona nie..jeszcze raz i wgl...Impreza trwa...Magda zapodaje mi 2 tematy do napisania tektsów,które uważam za udanę....w końcu nie ogarniam już czasoprzestrzeni...jakoś przed 7 ląduje znów na kanapie..Magda znów śpi mi na kolanach, Walę na to..padam na pysk..o 9 budzi mnie nie kto inny jak Pani ożywiona,szarpie mnie za ramiona...oczy mnie bolą:
- Coooo...?-pytam z wtf bo jestem pewna ze upłyneło jakieś 15 min
-WSTAWAJ! WSTAWAJ TY MASZ KONKURS!- siedzi na mnie wciąż szarpiąc. Panikuję. zrzucam ją.:
-kurwa która jest godzina! biologiczka mnie zabije!- to pewne...pewnie dzwoniła by z częstotliwością 4 połączenia na minute,Paula się budzi..:
-dziewiąta dopiero... Odetchnęłam z ulgą...Trochę pomagam jej sprzątać. Magda wciąż ma fazę..też mi pomaga. Paula ziewa:
-zooostaw ogarnę..idzcie do domu
-nie no pomogę ci po 10 mam autobus.... O 10:15 wychodzę. Magda uparła się ,że nie nie ona mnie odprowadzi..Co kolwiek...Wychodzimy...pierwsze schody..nie wiem ile ich było z 10?
jeb.. potknęłam się i nie zdążyłam złapać barierki..kurwa mać ..a Magda na mnie.,.Brechta jak pojeb a ja czuję,że zajebiście będzie się wstawało:
-JESZCZE RAZ JESZCZE RAZ!... no tak jest nawalona więc nie czuje bólu..cuuudnie. Wstaję..skaczę na sprawnej nodze na góre:
- Paula do chuja weż te wariatkę bo jak ze mną do autobusu wsiądzie to przesada będzie.Magda w końcu ulega na propozyjcę:
-Magdzia chodz pomożesz mi posprzątać. I idę..Jadę tym 20 po...2 przystanki póżniej wsiada jakaś babcia,...siedzę przy oknie..kurwa zamulam. Pierdoli coś o truskawkach..na kolanach mam książkę od Bio..z pierwszej klasy..nawiązuje rozmowe a ja tylko przytakuje...pierdoli coś o genetycznych modyfikacjach..a ja usypiam..kurwa usypiam..ale Babcia mnie budzi:
-a na którym ty wysiadasz? zaraz rodła będzie. Panikuję znów. Wstaję i idę do wyjścia,..j jeden przystanek..uff dziękuje kobiecie i po 3 minutach jestem. Olka się do mnie dodzwniała..miała mnie obudzić informuje ją ,że żyje i idę się ogarnąć...przebieram się..myję zęby,co by nie waliło odemnie ani alko ani marychuaną...Jestem przed tą 11:15...ale biologiczka ma w dupie punktualność i wychodzimy o 25..mhym...Czuję się fatalnie.,..kuleję lekko co jest powodem jej ciągłych pytań..olewam to. Klaudia z którą poszłam na konkurs jest fchuj pewna siebie (z wiedzy) chociaż siedzi cicho,gdy biologiczka zadaje nam multum pytań...omijając to ,że weszła po drodzę do sklepu z torebkami obyło się bez zbęnych przerw...W sumie to uczyłam się tak byle by to przeczytać..coś zapamiętać. Test był łatwy..jak to stwierdziła Bio...W sumie myślałam,że się dostaniemy ale im więcej czasu mijało..tym bardziej w to wątpiłam..hyh. i Zabrakło mi jakichś 3 pktów co by być w finale. Pani chyba nie była zła,uśmiechała się tylko mówiąc:
- no taak...jak ty miałaś napisać to dobrze jak spałaś tylko 2 godziny?
przewróciłam oczami...poszłam potem do olki na kawę. Po 17 w domu padłam na pysk i położyłam się spać...pospałam 2 h..obudziła mnie maniura..o 19:30 poszlam z fokim..smsowałam z olką do 2...i jeszcze ten pajac wojtuś podłączył sobie tel..u mnie w kontakcie..niebieskie światło nakurwiało mi po oczach..co rusz się wierciłam i budziałam..po 4 się przebudziłam..kiedy to wstał do pracy.,..Spałam do 8:40..trza było wstać na konkurs z Pl...i to jest najzajebistsza ironia tego roku..Nie uczyłam się o Lechoniu...licząc na łut szczęścia w pytaniach zamkniętych...kurwa staliśmy przy jakichś miskach losując pytania...na które pełnym zdaniem musieliśmy odpowiedzieć...Ey dałam radę..3/...na nie wiem ile..ale reszcie poszło gorzej z naszego zespołu..Mieli wyciek...Pani Michalak była w Jury..nie zgodziła się,że jakaś tam klasa od nich ma mieć 1-wsze bo kurwa recytowali w słowo w słowo. Tak więc Marta-dziecko szczęścia zajmuje pierwsze z "indywidulanych" a ,my drugie jako grupa, Pani Michalak podsumowała mnie w tramawaju" Tuzimkowa nieoszlifowany diament" haha.- Niech to będzie nasza tajemnica co do okoliczności ; D..przespałam resztę dnia...a dziś wstałam wypoczęta o 8...Hyh

środa, 14 marca 2012

Kocham tą sukę=Pierdolony moskit







Pierdolony moskit - roznoszę liryczną malarię,
Czarna siostra-powołuję do życia armię.
Upadła husaria zbiera żniwa śmiertelnych chorób,
Ciała zalewają chodnik tworząc szkarłatny korowód.
Niczym feniks z popiołu, pikuję w czeluści piekła
Ostry odór siarki - potępieni to moja sekta
Masz tu chory spektakl - widnokrąg płomiennych Aniołów,
Mówią kanibal rapu - Wack'ów podano do stołu.
Wzrasta liczba zgonów, mrok zapada za dnia
Oto pełnokrwisty rap, z dala od wegetarian!
Pogodowe anomalia, starcie czterech żywiołów,
Charon - "Fisher of souls" - rozpoczyna swój połów.
Znowu - kolejna próba - miasta zmienią się w zgliszcza.
Subiektywny prolog klęski - czyt. Apokalipsa.
Koniec wizji proroków, kroczy cmentarny orszak,
oczodoły ich czaszek lśnią kurwa w promieniach słońca.




Ey serio noc +alko i pojebane tematy Magdy mi służą.Kocham tą suke < 33

Spontan na wcięciu. Haha-nie pierdolę

Nie pierdolę dzisiaj, że mam zły twarzy wyraz,
nie kończy mi się pisak, ta moc jest w rymach.
Wali mnie Twój problem, nie ja zaczełam wojnę,
liczysz kolejny schodek, tu już czeka koniec...
Ey Nie pierdolę,dzisiaj, że mi dali zły wykaz,
nie mnożę złych jak pijak-widzę się w szybach.
Stoisz między słońcem, ja stawiam jedną kropkę,
przekreślam twoje plany-jestem jak Twój ojciec. hah
jak swój nie będe nigdy, mam na kartce sto misji,
nie mam w dupie bliskich, dziś na przekór wszystkim.
Upadniesz jeszcze dziś, znikasz już z oczu mych,
atakuję Cię jak wilk, zatrzymujesz swą myśl.
Nie pierdolę nigdy, wiele mam swoich wizji,
nie pożegnam tych bliskich, oni nie są nikim.
Nie liczysz ...swoich liczb, wolisz wypić drugi litr,
ja w głowie noszę rym, wciąż czuję Ha A Te ING








Muah

jeszcze 15 stron bioli z klasy 2 giej. Kurwa..jeszcze 3 klasa...dociera do mnie powoli,że nie podałam. 2 kawy od rana. Licząc,że wstałam o godzinie 11.Nie wiem jak jutro wstanę po imprezie...najwyżej nie będę spać.(byleby nie usnąć w autobusie...!) Oczywiście there is a option: nie idz. Która wydaję się być najodpowiedniejszą i najlepszą według niektórych. ale chujowo tak mówić,że się idzie,że okay,że to tamto a potem back off,eey ey sory nie przyjdę ,uczę się biologi. Jak to brzmi wgl. Im goin...Bjacz. Będzie jak będzie. Can't back down....Do 21 z nauką muszę się wyrobić. pojadę A z rodła. o 21:13 lub 28. chociaż ten 13 bardziej mi odpowiada.. Wrócić muszę KONIECZNIE. o 10,,kurwa inaczej nie wyrobię się na 11:15. Wstanę sobie (jeśli usnę) o 9. Pomogę ogarnąć po melanżu i o 10 wypierdalam. Jebać wszsytko. Wypieradalam. Magda kupi mi  3 desperadosy na wieczór,nie będe dużo pić. I tak się pewnie z kimś podzielę... Wraaacam do Nauki...powoli rzygam już biologią..; ///

wtorek, 13 marca 2012

Wracam do biologii

Ey sory..wczoraj mi odjebało. 4 real. Uczę się. Zaraz pierwsza. Uzależniłam się od bloga. Którego chyba zamknę..ze względu na to,że jest jedynie dowodem mojego ćpuństwa. Ale to chyba dobrze..jak człowiek przyzna się do błędów lub do tego Kim jest. Ja nie wstydze się tego kim jestem. Szacun dla Olki,która przyznała się,że jest Bi. Kurwa większość ludzi boi się tego zakłamanego społeczeństwa.Lubie Blunty..nie boję się reakcji matki...po prostu nie chce mieć z nią bardziej pojebanych relacji niż teraz, Choć i tak są pojebana. Ya know. Dziś byliśmy się przejść. Ja Mati,radek i anita. Trochę na nią naskoczyłam za tą"jechowość" może i niepotrzebnie..ale to mnie gryzie..i czuję,że nie jesteśmy tak zżytą ekipą jak dawniej...wolałam bandę jebanych ćpunów od nich. Jak tak to sb wszystko przemyślałam to sb to uświadomiłam. Bandę ćpunów od ludzi znających mnie na wylot..damn..ale wracając urządziliśmy sb spacer wgłab turzynu..dawnych przystanków pociągów. Idąc tak,szukając ustronnego miejsca gdzie mogłabym zjarać Blunta doleżliśmy aż na Bezrzecze..poprzez Ku słońcu..błakając się,,,aż nie mogłam podpalić i skończyły się zapałki. Ey jakoże trzymamy się wersji "niedemoralizowania" radka,matiego i Anity spaliłam te 2 sama.Nic nie poczułam w sumie..chociaż ten słodki smak w ustach pozostał. Liczyłam na rozbawienie i wgl...a tu lipa..Sądziłam,że jest Okay. Anita coś pieprzyła na me pytania:-nie wyglądam na zjaraną?
-nie ale oczy masz dziwne. Olałam to aż zobaczyłam się w tramwaju(jechaliśmy na gapę)..jadąc już po fokę..bo mama mi truła...zjarany ćpun...kurwa...Oczy lekko pieką...zastanawiam się czy mama się nie skapnie-chuj z tym myślę..jak zapyta to się przyznam:
-zakryj się włosami jak izka-radzi mi Anita. i opowiada dzisiejszy terror jaki zafundowała Fistakowej Pani Ewa. Brechtam..Bo Izka zawsze się trzęsie...Wchodzę..Matka wypiła już z ajkieś 3 piwa. Czeszę się w kuchni a ona stoi z maniurą na rękach w przedpokoju:
-Patrz twoja niedobra siostra przyszła. Gdzie tyle byłaś?
-ee tu i tam
- fokę weź
-wieem przecież. Nie skapneła się chcoiaż mi się przygląda. Zamieniami kilka zdań odnośnie hajsu i fryzjera do którego lecę w weekend. zapinam psa i zawijam. Uśmiecham się wychodząc i dumna z siebie na powtórne przywitanie rzucam:
-ee nie skapneła się...idziemy potruć olce na domofonie. jest chora więc jej nie męcze. Wyzbywam się reszty i idę w strone kasprowicza. spotykam natalkę(tą z Sylwka kiedy to Anita pokaleczyła łapy a ona zaliczyła zgona) opowiadam jej moje "kolorowe życie" i ryje jej tym chyba mózg bo podsumowuje mnie zdaniem" Ey ja bym nie wytrzymała w takim towarzystwie" uśmiechamy się chwilę,rozumiejąc się bo przyjażniłyśmy się w podstawówce. przed 22 jestem w domu. ładuję kawę i Here I Am biologio znów cieszymy się swoim towarzystwem...




Milutko.


i Na Koniec demoralizujące zdjęcie. To mój pamiętnik więc pozowlę to sobie zamieścić(Sorry Pani Ewo )





Może to mi coś kiedyś uświadomi-Im sorry







Wracam do Biologi suczki

poniedziałek, 12 marca 2012

Ja wiem

Ja wiem,że jest za 20 druga a ja nakurwiam teksty. ale to mnie wkurwia,. Wkurwia mnie jechowość Anity. Izolacja Fistaków.Wkurwia mnie świadomość kartkówek z matmy. Wkurwia mnie Biologia.Wkurwia mnie wgl,że jest druga..prawie. Jutro wygarniam wszystkim. Wstanę Kurwa. Niech mi Pani do chuja nie ma za złe jak to stanie się na matmie. Eksploduję kurwa. Ja i Mati. Mam dość...Okaaay? Mam jakiegoś jebanego doła..nie wiem czemu...może zielska-jak by Pani stwierdziła. Może wciąż od Deksa...może po Sandrze...a może j tym zmęczona? Chuj w to. Biorę to w łapy....Before i Self destruct-kurwa