ey spójrz na mnie,łap kontakt spójrz na mnie
słuchaj weż się odważ chwyć mocno za klamke
poznaj kurwa prawdę,podnieś tylko wzrok
ból i cierpienie chcesz by w końcu zostawiły ją?
więc krzycze kurwa chodz,rozum odmówił posłuszeństwa
nie obchodzi mnie on,puki moja pięść jest zacisnięta
jutro nie będę pamiętać,minie...to trochę dziwnie
jakbym miała przeszczep serca ono wisiało na nitce
a więc milkne,kurwa piszę chociaż w sumie to żałosne
swoje żale plus ćpanie mówią spoko będzie dobrze
ja zamykam oczy mokre od kolejnej porażki
mówią weż się garść przecież masz o co walczyć
o troche prawdy tsa?o trochę inne odcienie
ogarnij ten stan i moich tesktów tą głębię
co jest cenne? ide ciemnym tunelem bez światla
wieem to symbol przegranej,znak ,że nadzieja umarła......
Przepraszam wszystkich za tej pojebane posty,smsy,pojebane wersy no i słowa. Nie powinniście się przejmować.Dziś miałam się zabić. Tak serio..ale pogadaliśmy sobie troche(no nie mati?) no i nie zabiję się..ani dziś ani jutro. zbliża się ten jebany konkurs. nie jestem w formie..dziś ognisko..schilluje..może dojdę do siebie..chociaż wątpie...bo moja pyschika mnie zawodzi ostatnimi czasy..humor zjebany..może od alko..może wciąż od aco..Nie daje sobie rady..na serio. Nie potrzebuje żadnych superbohaterów ani pomocy.Homie imma be aiight. Raz się żyję..ja będę żyć po swojemu...wbrew zasadom wbrew regułom..wbrew innym a albo wgóle nie będę żyć. więc chuj. Amen. Nic dodać nic ująć chujowe jest to wszystko. Jestem za czakim kurwa...on rzuca dla mnie alko..wjebałam i wjebali mnie to ostro...ja pierdole nie wierze..powoli przestaje mnie to wszystko bawić moja ironia zmienia się w ton żałobny guys....Może się jeszcze kiedyś odezwę MOOOOOOŻE co oznacza być może jutro..być może pojutrze..a być może wgl..może to zamknę może to jebne w pizdu.,.może chuj mnie strzeli. Może w końcu padnę?Chuj może zdarzyć się wszystko. Słyszycie?..to śpijcie dobrze suczki. Dobranoc. Szczęścia. Nikomu nie życze takich stanów emocjonalnych..mam nadzieję,że wczorajsza rozmowa mojej matce chociaż dała do myślenia bo jak nie to zostaje mi najgorsze. Co może okazać się najlepszym rozwiązaniem chociażby dla mojej siostry. Jak to mówią szczęscie innych wymaga poświęceń...szczęście to pojęcie względne...nie myślę już..pierdole to..Let;s drink stupid hoes...yhh
Szukaj na tym blogu
piątek, 4 maja 2012
i znów grunt...
znów chujnia...a przecież było dobrze...wczoraj było ze mną źle..przespałam się na kanapie..nie mając na mniejszej ochoty na jaki kolwiek kontakt z moją matką czy innymi z rodziny. Chciałam,żeby ona się przedemną otworzyła...kurwa ale nie wyszło..i ja chciałam to zrobić..ale dobrze,że nie zrobiłam bo to by była katastrofa. Poszło o to,że chciałam iść do matiego po 22 na filmy..ona wypita zrobiła taką patole,,że ja jebie..mi też kupiła dużego desperadosa...i zaczeła się sadzić chuj wie o co...trzymała mnie jeszcze acodinowa faza. Powiedziałam jej ,że wciąż chleje ,że jak tak można mając małe dziecko ,że mielibyśmy wszystko na remont dla niej na ciuchy na wszystko gdyby tych pieniędzy nie przepijała na co ona na mnie z ryjem ,że nie ma problemu ze to ze tamto...nawet nie potrafila się otworzyć...wkurwiłam się...jak ja jej nienawidzę.Powiedziałam jej to ..nie zmiękła..dopiero później powiedziała,że to ja mam ze sobą problem i że to ja potrzebuje pomocy...YHH...nie mam siły.,.wczoraj rozważałam opcje samobójstwa..bo nie wiem jak to wszystko dalej się potoczy..ja wiem ,że to brzmi głupio..a szczególnie z moich ust..kiedy mówie o niepoddawaniu się i wgl..ale może czasem trzeba się poddać?,żeby reszta uświadomiła sobie,że robi źle?eey..oni mnie nie potrzebują tak na prawdę..zbliżają się moje urodziny..nie cieszę się..bo albo się nachleje..albo naćpam..albo pójde do klubu i znów zrobię coś głupiego..Nie cierpię swojego życia..nie wiem czy to nie jest mój ostatni post..bo znów czuję się na dnie.Może jutro usiąde z lepszym humorem przeczytam to jeszcze raz i napisze posta: CO TY KURWA PISZESZ?...a może już nie usiąde i spowieli mnie ciemność. Miałam pokończyć kilka rzeczy..ale jak widać nie pokończyłam. Cóż mówi się trudno. Jest jak jest. Nie jestem ani Mesjaszem ani dziś nawet sobą. Po prostu wybaczcie i nie miecie za złe mi tego wszystkiego. Bo znów wszystko się posypało..Eh
wtorek, 1 maja 2012
Lost tapes 8
Tę walkę będą wspominać pokolenia przez najbliższe 100 lat
Bo to jak katastrofa smoleńska, spadasz z nieba na wznak
Więc łap, na ryj mój nieziemski panczów deszcz
I chowaj do słoika, na pamiątkę, z podpisem „nieziemska rzeź”
Ten beff będzie spisywać twoje pokolenie w 20 językach
Jak uczniowie Jezusa, lecz na czarnych lirykach z podpisem „nyggas”
W szkołach będą uczyć, „blacksister”- tak się legenda nazywa
Ty będziesz w cieniu jak oczy kombiego na klipach
Z pewnością twoje pokolenie nie odchodzi w cień
Jest takie głupie że smaży się w moim blasku w słoneczny dzień
Później przewożę Cię, by zrobić zdjęcie do swojej kolekcji
I wyrzucę z 20 piętra , krzycząc z dachu „ fly bejbi”
Spadasz w dół jak pezet na muzyce emocjonalnej
Lecz nie czujesz emocji, bo jesteś martwy najwyraźniej
Lecz na początku tej historii nie miałeś szans na przetrwanie
Jestem jak bear gryls, takie białko wpierdalam na śniadanie...haha
Bo to jak katastrofa smoleńska, spadasz z nieba na wznak
Więc łap, na ryj mój nieziemski panczów deszcz
I chowaj do słoika, na pamiątkę, z podpisem „nieziemska rzeź”
Ten beff będzie spisywać twoje pokolenie w 20 językach
Jak uczniowie Jezusa, lecz na czarnych lirykach z podpisem „nyggas”
W szkołach będą uczyć, „blacksister”- tak się legenda nazywa
Ty będziesz w cieniu jak oczy kombiego na klipach
Z pewnością twoje pokolenie nie odchodzi w cień
Jest takie głupie że smaży się w moim blasku w słoneczny dzień
Później przewożę Cię, by zrobić zdjęcie do swojej kolekcji
I wyrzucę z 20 piętra , krzycząc z dachu „ fly bejbi”
Spadasz w dół jak pezet na muzyce emocjonalnej
Lecz nie czujesz emocji, bo jesteś martwy najwyraźniej
Lecz na początku tej historii nie miałeś szans na przetrwanie
Jestem jak bear gryls, takie białko wpierdalam na śniadanie...haha
aaaarrr
Od obietnic do czynów tak?Here we go..ostatnia impreza jutro..dziś był najbardziej spontaniczny i nieogarnięty dzień mego..puki co życia. Nie mamy w planach zabójstwa,samobójstwa mamy w planach rzucenie ćpuństwa BIJACZ! dla Pani Ewy. Uda nam się.Chata jutro wolna..chuj trza szaleć a potem zgon i nauka bio+chem i matmy. Work dat thang. Czaki bd zły,,,ale..chuj z tym. Nie piszę textu..najwyżej wstawie później jest już druga..koljeny porządny dzień. Sis mtiego na mnie wkurwiona..nie wiem czemu?Nie każe mu brać aco?więc czemu ma pretensje do mnie?zresztą walę to. Ja wiem swoje.
Ey siedze znów sama tu,nie jest chyba za dobrze
te pierdolone akcje przez które znów zarywam nocke
brudny tlen mija aortę, przecież mówię ,że jest niefajnie
wspominam momenty tamte,dobijają mnie stany emocjonalne
odtrąciłam Magdę,może trzeba było rozegrać to inaczej?
może jedynym rozwiązaniem jest powiesić się za lasem
ściagnąć pasek,zacisnąć mocno na szyi jak krawat
wziąć głeboki oddech to prostrze niż mogłoby się wydawać
bo nie mam do czego wracać nie mam po co się starać
wkurwia mnie już to wszystko-może jestem załamana?
nawet szkoda gadać,znów u drzwi sama stoję
powoli ruszam przed siebie sama przeciez obrałam tąką drogę
nie ogarniam pojęć,myśle dlaczego musi być tak zjebanie?
nie wiedzą o ci mi chodzi,nie chce pomocy-dlatego kłamie
przeproś moją mame,może ona serio ma racje
problem tkwi we mnie tsa?okay..jestem pojebańcem
te pierdolone akcje przez które znów zarywam nocke
brudny tlen mija aortę, przecież mówię ,że jest niefajnie
wspominam momenty tamte,dobijają mnie stany emocjonalne
odtrąciłam Magdę,może trzeba było rozegrać to inaczej?
może jedynym rozwiązaniem jest powiesić się za lasem
ściagnąć pasek,zacisnąć mocno na szyi jak krawat
wziąć głeboki oddech to prostrze niż mogłoby się wydawać
bo nie mam do czego wracać nie mam po co się starać
wkurwia mnie już to wszystko-może jestem załamana?
nawet szkoda gadać,znów u drzwi sama stoję
powoli ruszam przed siebie sama przeciez obrałam tąką drogę
nie ogarniam pojęć,myśle dlaczego musi być tak zjebanie?
nie wiedzą o ci mi chodzi,nie chce pomocy-dlatego kłamie
przeproś moją mame,może ona serio ma racje
problem tkwi we mnie tsa?okay..jestem pojebańcem
dziwny jest ten świat ua pt3 kurwa
Eh...ciąg dlszy gnębienia...Pisałam chwilę z Paulą..tą od urodzin ze słonecznego..tak o..o Magdzie..,że ma focha..,że kaśka jej nagadała...Trochę pogadaliśmy o tym co się zdarzyła pare miechów temu i się wciąż ciągnie...Dawid jest na odwyku...jego ojciec go zabrał do niemiec..gdzieś za berlinem..chociaż..wątpie,żeby to coś dało..ma dużo znajomych tutaj..więc powróci i do handlu i do starych spraw...ponoć Sadry matka która już miała depresję jest w szpitalu psychiatrycznym...kobieta nie wytrzymała..chciała wyskoczyć oknem..nie dziwie się jej...ale cóż..jakoś mnie to nie dziwi..dziwny jest ten świat kurwa. Coraz mocniej popadam w przygnębienie..może to znów przez dragi& alco?a może z bardzo się tym przejmuje?ciężko mi...no i kurwa źle...dziś znów ie przyszaleć odrobinę...może uda mi się nie ćpać...może uda mi się nie jarać..może uda mi się nie pić. Wiem,że to wyłącznie mój wybór i nikt nie zrobi tego za mnie. Może powinnam się nawróćić? dylematy i pytania retoryczne poniżej...
Dziwny jest ten świat, nawinę to jak kiedyś Niemen
Zawistni ludzie pragną zemsty, srają ciągle pod siebie
Naiwni chcą widzieć światło, a w złudzeniach się topią
Choć wiara mówi to Chrystus, instynkt wie że to pociąg
Co jeśli idąc przez tunel, zostanę sama, bez Boga?
W akcie frustracji i złości, wybuchnę nagle jak bomba
Przeleję czarę goryczy, zaleje nią świat jak tsunami
Czy Ty widzisz i nie grzmisz? Nawet nie wiesz jak ranisz
Chciałabym pogadać z Tobą, może zapomnę o smutkach
O tej linii życia, która jest zdecydowanie za krótka
To wspomnienie o kumplach, wiem, prawda jest okrutna
Kiedyś był browar i joint, dzisiaj cmentarz i trumna
Niech otworzą się drzwi, do czasów gdzie było łatwo
Young, wild and free, a każdy dzień był zagadką
A teraz zwykłe chamstwo, na stole leży pistolet
Jedna kula, sześć prób. Chcesz? To ruletka z Bogiem....
CHUJOWE. AMEN
Dziwny jest ten świat, nawinę to jak kiedyś Niemen
Zawistni ludzie pragną zemsty, srają ciągle pod siebie
Naiwni chcą widzieć światło, a w złudzeniach się topią
Choć wiara mówi to Chrystus, instynkt wie że to pociąg
Co jeśli idąc przez tunel, zostanę sama, bez Boga?
W akcie frustracji i złości, wybuchnę nagle jak bomba
Przeleję czarę goryczy, zaleje nią świat jak tsunami
Czy Ty widzisz i nie grzmisz? Nawet nie wiesz jak ranisz
Chciałabym pogadać z Tobą, może zapomnę o smutkach
O tej linii życia, która jest zdecydowanie za krótka
To wspomnienie o kumplach, wiem, prawda jest okrutna
Kiedyś był browar i joint, dzisiaj cmentarz i trumna
Niech otworzą się drzwi, do czasów gdzie było łatwo
Young, wild and free, a każdy dzień był zagadką
A teraz zwykłe chamstwo, na stole leży pistolet
Jedna kula, sześć prób. Chcesz? To ruletka z Bogiem....
CHUJOWE. AMEN
Uaa pt2
wczoraj miałam napisać co mi się sniło..i najważniejsze: jadąc tramwajem usłyszałam..jakby znajomy głos...nigdy nie zgadniecie kto siedział...Lookam na Anitę...której wtedy aqrat nie było wtedy..na radka i w końcu na Matiego..:
-eey..-zaczynam szeptem. Looka na mnie..potem rozgląda się po tramwaju:
- przecież to Tereska jest-zatykam usta powstrzymując się od śmiechu. Uspokajam się wrzucam znudzoną mine i przyglądam jej się.Włosy blond..takie wypłowaiłe...jakby przesuszone..okulary ni to nerdy czy coś..ten zgaszony wyraz twarzy..ubrana w jakąś zieloną..niedokońca gustowną bluzkę..i 3/4 piaskowe rybaczki..plus jakieś mokasyny..Mati otwiera usta ze zdziwienia i jednocześnie podniecenia też szeptem:
-łoo kurwa..to ona
-jesteś pewien?-uśmiecham się,bo nie miał kto nam piwa kupić
- noo..czekaj..-porustujemy się,siedzimy a Mati:
- Te A Teresa z nami jedzie?-lekko spoglądamy na jej reakcje. Zaareagowała pomimo,że pierdoli z jakąs starszą siwawą babcią farmazony. Brechtamy znów lekko podkuleni:
-ja jebie...-nie mogę z brechtu,patrząc na nią uśmiech na mej twarzy mimowolnie się rysuje. Nawet Radzio skminił o co nam kaman..pomimo,że nie tłumaczyliśmy mu tego..tylko Anita jak zwykle nie wie o co kaman i strzela ten swój ryj.Ale..zlewam na nich. Uśmiecham się znacząco do Matiego:
-Myślisz,że nam kupi?
-taaa...szczególnie jak jej zajebałaś wódkę... Śmiejemy się:
- Eeey ale..to ona chciała,żebyśmy wzieli. Unosze brwi uśmiechając się:
- Śledzimy ją?-pyta
- ee tam jebać to. Ona wysiada. My jedziemy dalej. Wczoraj sniło mi się,że ćpam w szkole.
Było już potwornie gorąco,jakoże angelika poniekąd ma powiązanie z dragami..gadałam z nią o "acodinowej fazie" i chciała iść z nami chlać to też w tym uczestniczyła. Akcja toczy się na parterze szkoły. Angelika włazi na legalu jak to ona. Przybijamy sobie sztame z woźnym,on pilnuje drzwi,bo akurat długa przerwa. Stoję ja Mati no i ona. Wyciąga z podnieconym uśmiechem(jak u Kaczmara haha) 3 paczki Aco..dochodzi j radzio i Magda.:
-dawajcie do Kibla-proponuję bo nie jestem na tyle uzależniona co by ćpać odrazu
-jebać to-nie przystaję na moją propozycję i rozdziela opakowania. Wyciągają Tabsy. Dyżur ma Pani Rdzanek..jestesmy do niej tyłem..oni wyciągają tabsy na parapet a ja lookam przez ramię..A Pani uważnie nas obserwuję. Stoi jeszcze z nią P. Sidorowicz no i ostatnimi czasy nauczycielka która mnie meag wkurwia czyli Babka od niemieckiego Pawłowicz. Uważnie nas obserwują..aż rdzankowa podbija z rzesztą "shoutkeep'erów" i zabierają nam tabsy. Mati się szarpie jak i reszta,a ja stoję udając osobę trzecią. Paczki zostają im zabrane a do mnie wystawia ręke z tym swoim uśmieche. Oddaje bo co mam kurwa robić,wiedząc,że będe mieć przejebne z debilnym pytaniem:
-a ten..mogę chociaż dwie tabletki na kaszel?-Fizyczka przytakuję tylko głową i wyciska z blistra dwie wprost na moją dłoń,która wygląda na jakąś pokłutą. Łykam je. Znikamy przez okno. Uciekamy przez kraty. Jestem na fazie po 2 tabsach. Super. Mam moce jak spiderman. Idziemy obstawiać więcej aptek. Jesteśmy gdzieś na Bartoszewie. Zamieszkaliśmy gdzieś,pojawia się Olka,która ma ze mną pokój..Jestem naćpana..tu jest jak na pustyni,pocę się szukając sklepu gdzie kupie picie..stare kamieniczki z czerwonej..zakużonej i obdrapanej przez piasek cegły,która ma barwę wypłowiałego brązu. O małych okiennkach i solidnych drewnianych drzwiach,każde wejście uprzedzone dwoma schodkami o tragicznym stanie.Jest Tu Pusto..ani jednego człowieka. Jakiś kościół w stylu romańskim przesłania mi widok rozkładu autobusów..oddalony o jakieś 50m. wkurwiam się. ale wkurwiam się jeszcze bardziej kiedy mijam kolejny malutki sklepik w którym nie ma nic do picia..i mija mnie kolejny autobus. A przecież obiecałam ,że wróce do domu. Olka mi macha..znika..zapada noc nie zdązyłam na autobus i tu sen się kończy. Dzisiejszy też był przyjebany. Miałam dziś jechać na głebokie..troche piwa znajomi ,pies i woda. Palące słońce..może mnie zlapie?ale cóż byliśmy umówieni na 10..ale odwołałam to..więc wracając do snu..spotykam się z Bartkiem. Ma dla mnie troche marychuany,którą sprzedajemy na tabsy:
-dziś dostawa w aptece-ekscytuję się a ja nie wiem o którą chodzi.Czuję się jakby robiła coś nielegalnego.wchodzimy do apteki..B kupuje tussidex(cieszę się bo dawno go nie brałam a to mój ulubiony shit). Wyciąga i dzieli tabsy. Jest ciemno...poczekalnia jest opuszczona i przypomina brudne dworce z lat 90,na której kumulowali się bezdomni,alkoholicy no i ćpuni.Nagle ktoś nas przykminia zabiera(?) tabsy ..i zbaiera Bartka bo jego siostra tu jest. Jego siostra to moja sąsiadka Kaśka,któa jest ciut patologiczna..ma 19 lat i 2 dzieci,które pewnie będą całe życie kraść i stać pod bramą jak ich ojciec,który na dodatek handluje jakimś chujowym ziołęm. Zabiera go na jakąs sale. Ja uciekam pod jego namową ..kitram się obserwując wszystko przez okno. On wyrzuca mi tabsy które zbieram również z wilgotnej trawy..niektóre porozwalane..ale nie przeszkadza mi to.zbieram je skrupulatnie przy okazji licząc..76..Kaśka na mnie looka..ale macha ręką i równocześnie z tym jak przewróciła oczami znikneła gdzieś. Bartek wychodzi przez okno. Uciekamy do jakiejś piwnicy gdzie jest całkiem ciemno. Budzi mnie matka..która drze ryja..bo pakuję się..bo przecież dziś wyjeżdzają...lookam na fona sprawdzając czy nie usnełam z kimś pisząc..no i godzina:
8:28. Wdycham jednocześnie przez usta wyszeptując: kurwa. Matka na mnie looka,poirytowana moim przekleństwem:
-wstawaj już z psem idz!
-czego drzesz tego ryja..
-już 8 jest czas wstawać..pakuje sie dalej..a wojtuś siedzi na swoim lapie i puszcza biesiadną muzyke,myśląc,że maniure to bawi. Nic bradziej mylnego jest tym znudzona bo idzie do mnie..nawala mnie po włosach ciesząc się,żeby wstała.Ulegam..przewracam się w jej strone:
-co jest dzieciaku?. Uśmiecha się waląc rękoma obok mojej głowy. Mój zmulony wzrok w końcu ją odstrasza i idzie napierdalać wojtka. Siadam...na 10 jestem umówiona przecież..przeciągam sie leniwie siedząc na skrawku łóżka..szybko przestając bo rozkurwia mi brzuch na dole. Jęknełam z bólu automatycznie uciskając obiema rękami dolną część brzucha. Moje usta zacisneły się po tym jak znów wyszeptałam kurwa.zwinełam się i opadłam znów na łózko.Macam się ręką próbując zlokalizować ból..Podbrzusze..jak przy okresie..ale ten ból jest jakiś inny. Wiem kiedy boli mnie brzuch od okresu a kiedy nie..zresztą to nie pora. Wypiłam wczoraj 5 piw..bo po powrocie do domu buchnełm bratu 2 bosmany w butelce..na lepszy sen..co by nie musieć myśleć o tym wszystkim. Wstaje..zbiera mi się na rzyga. Wlekę się mijając matke która patrzy na mnie z wtf obserwując każdy mój kolejny krok.Grymas zmieniam na znudzoną mine,co by nie pytała co mi jest. Kurwa czuję się jakby coś ze mnie spływało..a spływając jebitnie boli i cetralnie czyściło mi brzuch. Lecę do toalety..nachylam się na kiblem myśląc,że może zwymiotuję. Dziś nie mam jakoś ochoty na porannego rzyga,nie wkładam więc palców..Wracm do pokoju znó czując jak ten syf ze mnie spływa. Przeszło...kurwa czyżby dxm właśnie skraplał się z moich narządów?mhym..niewykluczone. Kładąc się mam jedną myśl: To jebane gówno to już chyba przeszłość. Na myśl na smak tabsów..jego strukturę czy to chujowe uczucie w żołądku zaczyna mnie jebitnie mdlić. Brr robię ustami. Wbija mi foka,zdegustowana moją poranną pobudką. Kładzie sie obok,tuląc się troche do mojego boku znów mnie obserwując. Ziewam,pies wciąż mi się przygląda. Mam nadzieję przysnąc ale nic z tego. Idę,myję zęby..pisze esa Bartkowi ,że sory nie dam rady.Przepłukuje twarz na ocucenie i siadam na kompa. Ale idę się zająć czymś pożytecznym
-eey..-zaczynam szeptem. Looka na mnie..potem rozgląda się po tramwaju:
- przecież to Tereska jest-zatykam usta powstrzymując się od śmiechu. Uspokajam się wrzucam znudzoną mine i przyglądam jej się.Włosy blond..takie wypłowaiłe...jakby przesuszone..okulary ni to nerdy czy coś..ten zgaszony wyraz twarzy..ubrana w jakąś zieloną..niedokońca gustowną bluzkę..i 3/4 piaskowe rybaczki..plus jakieś mokasyny..Mati otwiera usta ze zdziwienia i jednocześnie podniecenia też szeptem:
-łoo kurwa..to ona
-jesteś pewien?-uśmiecham się,bo nie miał kto nam piwa kupić
- noo..czekaj..-porustujemy się,siedzimy a Mati:
- Te A Teresa z nami jedzie?-lekko spoglądamy na jej reakcje. Zaareagowała pomimo,że pierdoli z jakąs starszą siwawą babcią farmazony. Brechtamy znów lekko podkuleni:
-ja jebie...-nie mogę z brechtu,patrząc na nią uśmiech na mej twarzy mimowolnie się rysuje. Nawet Radzio skminił o co nam kaman..pomimo,że nie tłumaczyliśmy mu tego..tylko Anita jak zwykle nie wie o co kaman i strzela ten swój ryj.Ale..zlewam na nich. Uśmiecham się znacząco do Matiego:
-Myślisz,że nam kupi?
-taaa...szczególnie jak jej zajebałaś wódkę... Śmiejemy się:
- Eeey ale..to ona chciała,żebyśmy wzieli. Unosze brwi uśmiechając się:
- Śledzimy ją?-pyta
- ee tam jebać to. Ona wysiada. My jedziemy dalej. Wczoraj sniło mi się,że ćpam w szkole.
Było już potwornie gorąco,jakoże angelika poniekąd ma powiązanie z dragami..gadałam z nią o "acodinowej fazie" i chciała iść z nami chlać to też w tym uczestniczyła. Akcja toczy się na parterze szkoły. Angelika włazi na legalu jak to ona. Przybijamy sobie sztame z woźnym,on pilnuje drzwi,bo akurat długa przerwa. Stoję ja Mati no i ona. Wyciąga z podnieconym uśmiechem(jak u Kaczmara haha) 3 paczki Aco..dochodzi j radzio i Magda.:
-dawajcie do Kibla-proponuję bo nie jestem na tyle uzależniona co by ćpać odrazu
-jebać to-nie przystaję na moją propozycję i rozdziela opakowania. Wyciągają Tabsy. Dyżur ma Pani Rdzanek..jestesmy do niej tyłem..oni wyciągają tabsy na parapet a ja lookam przez ramię..A Pani uważnie nas obserwuję. Stoi jeszcze z nią P. Sidorowicz no i ostatnimi czasy nauczycielka która mnie meag wkurwia czyli Babka od niemieckiego Pawłowicz. Uważnie nas obserwują..aż rdzankowa podbija z rzesztą "shoutkeep'erów" i zabierają nam tabsy. Mati się szarpie jak i reszta,a ja stoję udając osobę trzecią. Paczki zostają im zabrane a do mnie wystawia ręke z tym swoim uśmieche. Oddaje bo co mam kurwa robić,wiedząc,że będe mieć przejebne z debilnym pytaniem:
-a ten..mogę chociaż dwie tabletki na kaszel?-Fizyczka przytakuję tylko głową i wyciska z blistra dwie wprost na moją dłoń,która wygląda na jakąś pokłutą. Łykam je. Znikamy przez okno. Uciekamy przez kraty. Jestem na fazie po 2 tabsach. Super. Mam moce jak spiderman. Idziemy obstawiać więcej aptek. Jesteśmy gdzieś na Bartoszewie. Zamieszkaliśmy gdzieś,pojawia się Olka,która ma ze mną pokój..Jestem naćpana..tu jest jak na pustyni,pocę się szukając sklepu gdzie kupie picie..stare kamieniczki z czerwonej..zakużonej i obdrapanej przez piasek cegły,która ma barwę wypłowiałego brązu. O małych okiennkach i solidnych drewnianych drzwiach,każde wejście uprzedzone dwoma schodkami o tragicznym stanie.Jest Tu Pusto..ani jednego człowieka. Jakiś kościół w stylu romańskim przesłania mi widok rozkładu autobusów..oddalony o jakieś 50m. wkurwiam się. ale wkurwiam się jeszcze bardziej kiedy mijam kolejny malutki sklepik w którym nie ma nic do picia..i mija mnie kolejny autobus. A przecież obiecałam ,że wróce do domu. Olka mi macha..znika..zapada noc nie zdązyłam na autobus i tu sen się kończy. Dzisiejszy też był przyjebany. Miałam dziś jechać na głebokie..troche piwa znajomi ,pies i woda. Palące słońce..może mnie zlapie?ale cóż byliśmy umówieni na 10..ale odwołałam to..więc wracając do snu..spotykam się z Bartkiem. Ma dla mnie troche marychuany,którą sprzedajemy na tabsy:
-dziś dostawa w aptece-ekscytuję się a ja nie wiem o którą chodzi.Czuję się jakby robiła coś nielegalnego.wchodzimy do apteki..B kupuje tussidex(cieszę się bo dawno go nie brałam a to mój ulubiony shit). Wyciąga i dzieli tabsy. Jest ciemno...poczekalnia jest opuszczona i przypomina brudne dworce z lat 90,na której kumulowali się bezdomni,alkoholicy no i ćpuni.Nagle ktoś nas przykminia zabiera(?) tabsy ..i zbaiera Bartka bo jego siostra tu jest. Jego siostra to moja sąsiadka Kaśka,któa jest ciut patologiczna..ma 19 lat i 2 dzieci,które pewnie będą całe życie kraść i stać pod bramą jak ich ojciec,który na dodatek handluje jakimś chujowym ziołęm. Zabiera go na jakąs sale. Ja uciekam pod jego namową ..kitram się obserwując wszystko przez okno. On wyrzuca mi tabsy które zbieram również z wilgotnej trawy..niektóre porozwalane..ale nie przeszkadza mi to.zbieram je skrupulatnie przy okazji licząc..76..Kaśka na mnie looka..ale macha ręką i równocześnie z tym jak przewróciła oczami znikneła gdzieś. Bartek wychodzi przez okno. Uciekamy do jakiejś piwnicy gdzie jest całkiem ciemno. Budzi mnie matka..która drze ryja..bo pakuję się..bo przecież dziś wyjeżdzają...lookam na fona sprawdzając czy nie usnełam z kimś pisząc..no i godzina:
8:28. Wdycham jednocześnie przez usta wyszeptując: kurwa. Matka na mnie looka,poirytowana moim przekleństwem:
-wstawaj już z psem idz!
-czego drzesz tego ryja..
-już 8 jest czas wstawać..pakuje sie dalej..a wojtuś siedzi na swoim lapie i puszcza biesiadną muzyke,myśląc,że maniure to bawi. Nic bradziej mylnego jest tym znudzona bo idzie do mnie..nawala mnie po włosach ciesząc się,żeby wstała.Ulegam..przewracam się w jej strone:
-co jest dzieciaku?. Uśmiecha się waląc rękoma obok mojej głowy. Mój zmulony wzrok w końcu ją odstrasza i idzie napierdalać wojtka. Siadam...na 10 jestem umówiona przecież..przeciągam sie leniwie siedząc na skrawku łóżka..szybko przestając bo rozkurwia mi brzuch na dole. Jęknełam z bólu automatycznie uciskając obiema rękami dolną część brzucha. Moje usta zacisneły się po tym jak znów wyszeptałam kurwa.zwinełam się i opadłam znów na łózko.Macam się ręką próbując zlokalizować ból..Podbrzusze..jak przy okresie..ale ten ból jest jakiś inny. Wiem kiedy boli mnie brzuch od okresu a kiedy nie..zresztą to nie pora. Wypiłam wczoraj 5 piw..bo po powrocie do domu buchnełm bratu 2 bosmany w butelce..na lepszy sen..co by nie musieć myśleć o tym wszystkim. Wstaje..zbiera mi się na rzyga. Wlekę się mijając matke która patrzy na mnie z wtf obserwując każdy mój kolejny krok.Grymas zmieniam na znudzoną mine,co by nie pytała co mi jest. Kurwa czuję się jakby coś ze mnie spływało..a spływając jebitnie boli i cetralnie czyściło mi brzuch. Lecę do toalety..nachylam się na kiblem myśląc,że może zwymiotuję. Dziś nie mam jakoś ochoty na porannego rzyga,nie wkładam więc palców..Wracm do pokoju znó czując jak ten syf ze mnie spływa. Przeszło...kurwa czyżby dxm właśnie skraplał się z moich narządów?mhym..niewykluczone. Kładąc się mam jedną myśl: To jebane gówno to już chyba przeszłość. Na myśl na smak tabsów..jego strukturę czy to chujowe uczucie w żołądku zaczyna mnie jebitnie mdlić. Brr robię ustami. Wbija mi foka,zdegustowana moją poranną pobudką. Kładzie sie obok,tuląc się troche do mojego boku znów mnie obserwując. Ziewam,pies wciąż mi się przygląda. Mam nadzieję przysnąc ale nic z tego. Idę,myję zęby..pisze esa Bartkowi ,że sory nie dam rady.Przepłukuje twarz na ocucenie i siadam na kompa. Ale idę się zająć czymś pożytecznym
Subskrybuj:
Posty (Atom)